Mam słabość do porzuconych krzeseł. Kiedy widzę jakieś pozostawione obok mojego śmietnika, rozglądam się czy nikt nie patrzy, po czym szybciutko zanoszę do domu.
Pierwsze było krzesło składane, rzadko używane, zajęło miejsce obok lodówki i rozkładane było przy specjalnych okazjach, kiedy ilość gości w domu przekraczała normę. Kolejne krzesła najczęściej porządnie myłam, nawilżałam mleczkiem do drewna i z powrotem ustawiałam przy śmietniku. Wyjmowałam lunetę z wiatrówki Michała i przez okno obserwowałam czy ktoś je przygarnie. Często zabierali je bezdomni, czasami ludzie z mojego bloku. Jakaś młoda dziewczyna „zaadoptowała” okrągłe krzesło z rzeźbieniami po bokach. Miało trochę zapadnięte siedzisko, ale do naprawy.
Ostatnio poruszyłam temat krzeseł przy znajomym, a on powiedział, że wszystkie krzesła w jego życiu były ze śmietnika. Poczułam wtedy, że moje hobby ma sens. Obecnie w domu mam krzesełko dla karła. Niebiesko-żółte z obgryzioną nóżką, najprawdopodobniej przez psa. Przetrę je papierem, wymienię nóżkę i pomaluję zgaszoną żółcią.
Znałam kobietę, która miała w zwyczaju sypiać w ubraniu. Kiedy wstawała z łóżka lubiła być już ubrana i bez zbędnych ceregieli wyjść z domu. Jej ulubionym ubraniem była wełniana garsonka w stylu chanel. Ponieważ spała na wznak ze stosem poduszek pod głową, ubrania prawie się nie gniotły. Odzież najczęściej kupowała za grosze w ciucholandach lub wygrzebywała z darów, w czwartki w kościele.
Lubiła używane przedmioty. W zderzeniu z nowym czuła się wyobcowana i przerażona. Kiedyś pomogłam jej przytargać stół spod śmietnika. Wyszorowany i wywoskowany prezentowała się jak cacko. Kiedy piłyśmy przy nim herbatę dokładnie obejrzałyśmy ślady po poprzednikach. Białe kółka od gorących szklanek, zagłębienia od noża, na boku czerwone linie namalowane flamastrem. Stół miał swoją historie, można było snuć opowieści na podstawie jego bruzd i zmarszczek.
W macicy mojej matki pojawiłam się jako siódma, może dlatego lubię miejsca, rzeczy, które do kogoś należały.
Czy kiedy w niej rosłam czułam, że przede mną było tam moje rodzeństwo? Czy ta podskórna świadomość zapisała się we mnie? I teraz gdy widzę porzucone krzesło jest mi go żal, bo wiem, że przetrzyma jeszcze wiele siadów i urodzą się na nim kolejne historie.
Może to krzesełko to ja. Choć mam obgryzioną nogę i kiwam się na boki, potrafię jeszcze udźwignąć ciężar życia.
Zapraszam na otwarty, ostatni casting, który odbędzie się 27.09.08 o godz. 13:00 w Clubie 70 (ul. Waliców 9, Warszawa).
Dojazd: http://www.club70.pl/index.php?go=mapka
Kiedy się w nią spuszczał doświadczała uczucia iluminacji.
Lubiła spać z nasieniem w sobie, jej sny nabierały wówczas charakteru proroctwa.
Z wiekiem jego sperma była słabsza, plemniki martwe, iluminacje stały się neonami, w których wypalone litery zniekształcały sens słów.
Karmiła go mięsem, wymieniała wszystkie uciskające slipy na luźne bokserki.
Zamiast proroctwa, śniła jej się kastracja kota.
Po drugiej stronie korytarza mieszkała świeża sperma, której woń zaczęła czuć od kilku tygodni.
W jej ciele brakowało treści. Pojmowała się jak naczynie wypełniane niedopowiedzeniem.
Po zdradzie, jak to miała w zwyczaju z mężem, zasnęła wypełniona.
Rankiem wypłynęły z niej wszystkie wnętrzności, proroctwo potrzebowało więcej przestrzeni.
Skóra nabrzmiała do granic wytrzymałości, zanim pękła poznała tajemnice świata.
poniedziałek, 22 marca 2010
Licznik odwiedzin: 283508
poetka z penisem rafalala@wp.pl

jestem jak erekcja słonia, nie sposób jej nie zauważyć